Minęło kilka dni odkąd zabiłam chłopaka. Wtedy próbowałam się ochronić... Teraz jestem na załamaniu nerwowym. No, prawie... Kiedy to się stało, cóż, Daniel próbował ze mnie wyciągnąć jakieś informacje, głębsze wyjaśnienia mające sens. Powiedziałam mu, że prawie jacyś kolesie na mnie napadli. Płakałam... Płakałam dzień, noc, cały czas. Po prostu nie mogę znieść myśli, która torturuje mnie od tamtego pierdolonego dnia. Może gdybym była koło mojej przyjaciółki, pocieszając ją i wspierając, nie wydarzyłoby się to cholerstwo, w jakim teraz się znajduję. Fakt, myślenie to podstawa... Ale gdy wyciągnął nóż.. przestraszyłam się. Przed oczami miałam jeszcze, wbijane w pierś, ostre narzędzie. Obecnie jest w dziurze, w drzewie. Kurwa, kurwa, kurwa! Zwariuję, jeśli policja będzie węszyła w pobliżu... Wolę nawet o tym nie myśleć. Dany może również mieć przez to gówno problemy. Jakby się o tym dowiedział... och, na pewno wziąłby to na siebie. Nie! Ja mu na to nie pozwolę.
Kolejne minuty mijały. Z sekundy na sekundę traciłam rozum. Do głowy przychodziły mi tylko czarne myśli. Jednak nie mogę wiecznie ukrywać tego potwora, który skrył się we mnie. Za pewne na jednym morderstwie nie postanie. Kiedyś, czytając książkę, zwróciłam szczególną uwagę na pewne zdanie : "Jeśli raz popełnisz zbrodnie, kilka następnych czeka za rogiem". Pewnie to szczera prawda.
-Kochanie, ktoś do ciebie.- usłyszałam głos mamy dochodzący z dołu.
Zbiegając po schodach, a o mało nie staranowałam mojego brata, dotarłam do drzwi wejściowych. Stała w nich jakaś dziewczyna. Miała duże, niebieskie oczy. Nos mały, zadarty, usta pełne. Twarzyczka była mała, lecz wyraz jej twarzy zdradzał pewność siebie. Rude loki opadały jej na ramiona. Nie była wysoka. Sprawiała wrażenie doskonałej. Cóż, na garderobę nie da się narzekać.
Mama zauważyła tę niezręczność, która praktycznie unosiła się w powietrzu. Od razu obróciła się na pięcie, po czym skierowała się do kuchni.
-Kim...
-Słuchaj, wiem co zrobiłaś i na pewno tego tak nie zostawię, suko.- przerwała mi.
Mama wyjrzała zza drzwi.
-Wszystko w porządku, Caroline?- jej głos sprawił, że poczułam napływ sporej ilości energii.
-Tak.- przygryzłam wargę. -Chodźmy na dwór.- powiedziałam ściszonym tonem.
-Więc, co ja znów zrobiłam?- zapytałam oblizując usta.
-Wiem, że to ty go zabiłaś!- dziewczyna oparła się o płot.
Zaczęłam gorączkowo myśleć. Skąd mogła wiedzieć, że to właśnie ja? Przecież nikogo tam nie było... prawda?
-Kogo niby zabiłam?- otworzyłam szeroko oczy. Wiedziałam o co jej chodzi, ale grałam dalej niewiniątko. Nie wiem, czy to widać, ale zaczęłam mieć wypieki na twarzy. Czułam uderzające we mnie powietrze. Było zimne, ale doskonale ochładzało mnie i pozwalało na wymyślenie dalszych wymówek.
-Zabiłaś Pa-Patricka!- załamał jej się głos.
-Kto to jest i czy miałam ku temu powody?- udawałam głupią. Coraz bardziej źle się z tym czułam.
-Patrick Collins. Mój chłopak.- odezwała się po chwili. Z jej oczu poleciały łzy.
-Nie znam go. Hej.. ale nie płacz!- położyłam jej rękę na ramieniu, którą natychmiast odepchnęła.
-Wtedy w parku ja...- schyliła twarz.- Widziałam jak biegłaś z płaczem. Miałaś rozbitą głowę i... i wtedy zaczęłam biec. Dobiegłszy do ławki ujrzałam Patricka. Leżał w kałuży krwi. Na ławce siedzieli John i Michel. Łzy spływały po policzkach i im, i mi. Rzuciłam się na chłopaka. Próbowałam. Michel, który nimi "dowodzi' odciągnął mnie przytulając do siebie.- Nie wiem nawet kiedy podeszłam i zaczęłam ją przytulać. Mówiła, jakby pamiętała każdy szczegół. - Potem chciałam ciebie odnaleźć. Chodzimy razem do szkoły, więc nie było trudno.
-Przepraszam, nie wiedziałam...
-Susan.
-Susan.- westchnęłam.- Przestraszyłam się ich. Kiedyś chodziłam na karate, jak byłam dzieckiem. Nie wiem skąd zgromadziłam w sobie tyle siły na pokonanie dwóch przeciwników.- nabrałam powietrza.- W końcu dopadło mnie zmęczenie. Patrick chwycił moje nadgarstki i wyciągnął coś z kieszeni. Miałam wolne nogi, więc kopnęłam to coś z całej siły. Wylądowało kilka metrów od nas. Patrick uderzył mnie pięścią w brzuch. Następnie odepchnął z całej siły. Wylądowałam na trawie. Wziął do ręki kamień i rzucił nim w moją głowę.- wskazałam na zaczerwieniony ślad na czole.- Potem zemdlałam, a obudziły mnie głośne wypowiedzi, chyba, Michela.
-Cóż, wierzę ci.- uśmiechnęła się.- Wybacz za to całe zamieszanie.
Piękne rozgwieżdżone niebo wydawało się być jaśniejsze niż zwykle. Gdy byłam mała mama opowiadała mi historie związane z gwiazdami.
"Kiedy ktoś umiera, dostaje swoją gwiazdę. Wtedy niebo jest jaśniejsze niż zwykle. Jednakże zauważamy to, kiedy życie straci ktoś z naszego otoczenia, miasta. Ktoś, kogo znamy. Wówczas na granacie nieba ukazuje się malutka gwiazda błyszcząca i aż paląca oczy swoim blaskiem. We śnie pojawi ci się osoba, znana ci nawet niewiele. Powie ci wszystko, kochanie. Możesz ją wypytywać. Twoja babcia zazwyczaj mówiła również, że ta jedna osoba wybierała sobie jakiegoś człowieka i wchodziła mu do snu..."
Może wydawać się to głupie, ale teraz wierzyłam, że gwiazda Patricka wznosi się ku innym, aby być z nimi. Świeciła jasno, inaczej niż pozostałe. Była radosna, a zarazem smutna. Przez moją głupotę ten koleś stracił życie. Byłam żałosnym potworem. Patrick miał przed sobą jeszcze długie życie..
-Caroline.- powiedziała, złośliwie, mama.
-Co chcesz?- westchnęłam siadając po turecku na kanapie.
-Coś ostatnio się z tobą dzieje. Pobiłaś koleżankę, chodzisz smutna, taka nieobecna..- ciepło jej głosu sprawiło, że chciałam ją przytulić, wszystko powiedzieć.. Ale nie mogłam.
-To jest związane z jej wyjazdem.
-Nie wierzę ci, Caroline.- skrzyżowała ręce na piersi przestając na chwilę zamiatać podłogę.
-Mamo..- jęknęłam.
-Nie, młoda damo. To coś więcej.- westchnęła chwytając miotłę.- Czuję, że mnie okłamujesz. Po prostu mi powiedz, a ja postaram ci się pomóc.
-Jade wyjeżdża, a w szkole pozostałam sama.. Nic więcej.- Wzruszyłam ramionami. Nie mogłam wspomnieć jej o Danielu.
-Więc czemu pobiłaś koleżankę? Powinnaś ją wspierać.
-Ale ona.. Ona nazwała mnie suką. Powiedziała, że nigdy mnie nie lubiła.- westchnęłam. Nie była to całkiem prawda.- Nie pozwoliłam jej dalej mnie poniżać przy pozostałych ludziach, którzy zebrali się, aby ją pożegnać.
-W pewnym sensie cię rozumiem..
-Wiem, że teraz dasz mi szla.. Czekaj. Co powiedziałaś?- otworzyłam szeroko oczy.
-Powiedziałam, że w pewnym sensie cię rozumiem.
-Aha.
Rozmowa z mamą dała mi dużo do myślenia. Cały czas czułam jej ciepły głos. Powoli skłaniała mnie do powiedzenia jej wszystkiego. To byłby duży błąd. Powiedzenie jej o morderstwie sprawiłoby, że sama zaprowadziłaby mnie do więzienia i, przy tym, powaliła wszystkich policjantów pilnujących więzienia.
Noc. Czuję na sobie czyiś wzrok. Jednak nikogo nie ma. Ani za oknem, ani w moim pokoju. Chyba, że nie niedokładnie szukałam. Siedziałam na łóżku i patrzyłam w okno, za którym świeciły gwiazdy i księżyc. Blade światło padało na mnie, a ja nie mogłam się ruszyć. Byłam sparaliżowana. Zazwyczaj miałam rację, że ktoś na mnie patrzył.. Teraz miałam strach się ruszyć. Może to złodziej? Może morderca? Może ktoś robi sobie głupie żarty. Nagle usłyszałam cichy krzyk i natychmiast podbiegłam do okna. Taa.. Stara sztuczka panny Rachel. Cóż, z głupotą trzeba się urodzić.
-Co tu robisz?- warknęłam patrząc, jak dynda sobie w powietrzu trzymając się winorośli porastającej bok mojego domu.
-N-nic.- jęknęła.- Możesz mi pomóc?
Nie, nie, nie. Skarbie, nie w tym życiu.
-Tak, już lecę.- odpowiedziałam.
-To świetnie, dzi..- przerwała na chwilę, po czym wróciła do patrzenia wprost w moje oczy.- To był sarkazm, tak?
-Brawo. Jesteś tak inteligentna.. Wiesz, do rana ci zejdzie i w końcu wymyślisz coś mądrego.- zakpiłam.
-Haha.. I mówi to osoba, która ma zaledwie, naciągane, trzy minus z angielskiego?- zaśmiała się złośliwie.- Wybacz, ale powinnaś znać swój ojczysty język na przynajmniej pięć. Co twoja inteligencja na to mówi? Jest zadowolona? A no tak, nie może mówić, ani być dumna.. Bo jej nie ma!- wybuchła śmiechem, po czym popatrzyła mi w oczy.
Oblizałam usta i przeszyłam ją śmiertelnym wzrokiem. Czułam się w tej chwili na siłach. Byłam gotowa zaatakować.
-Więc.. Czemu tu przyszłaś? Żeby obrażać moją inteligencję i wytykać mi moje problemy z nauką? Nie sądzę.- wskazałam palcem na jej nos.- Czego chcesz?
-Oczywiście miałam nadzieję, że będziesz gadała przez sen i dzięki temu dowiem się kto zabił Patricka.- otworzyła szeroko oczy.- Chyba nie sądzisz, że przyszłam oglądać twoje cycki?
-Pierdol się, zdziro.- warknęłam.
-Och.. Gdy tylko wyląduje z twoim chłopakiem w łóżku to pomyślę o tobie.- uśmiechnęła się złośliwie.
Woah, Woah, Woah.. Skąd ona wiedziała, że "jestem" z Danym?
-Słuchaj.. Też o tobie pomyśle. Przyjdę na twój pogrzeb i będę tańczyła na twoim grobie.
-Będziesz musiała na to długo czekać, bo ja mam zamiar żyć długo..
-Zobaczymy!- krzyknęłam cicho.
Chwyciłam nożyczki, jakieś ostre, i ponownie zbliżyłam się do okna.
-C-Co ty robisz?- zapytała przerażona już Rach.
-Już wkrótce zatańczę na twoim grobie.- zaśmiałam się.
-Ale ty wiesz, że jak mnie spuścisz, to nie zginę? Najwyżej połamie kości..- jęknęła.
-Kto wie.. Jeśli zginiesz, nie wylądujesz na wózku.. Spoko.. Mi obojętne.
Zaczęłam ciąć. Błagała mnie, bym przestała.. Jednak wpadłam jakby w trans i nie mogłam się zatrzymać. W końcu grube łodygi pękły, a Rachel leciała w dół. W jej kierunku rzuciłam ostre nożyczki i wyjrzałam.
Niestety narzędzie wylądowało kilka centymetrów od jej głowy, a ona sama zwijała się z bólu..
Co ja najlepszego wyprawiam..?!
~~
Przepraszam, że musieliście aż tak długo czekać na nowy rozdział.. : c
Jest krótki, ale dość dużo się w nim dzieje. :3
Zapraszam do następnych rozdziałów. c :
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz